Jak zaprojektować pet friendly wnętrze, które nie wygląda jak psi azyl…

Mandy 26-06-23 11:52 5 0
hq720.jpg

Kiedy adoptowałam swojego owczarka niemieckiego, szybko zrozumiałam, że dywan z długim włosiem i biała tapicerka to przepis na katastrofę. Mieszkanie w bloku z 45 metrami kwadratowymi postawiło przede mną konkretne wyzwanie: jak pogodzić wygodę psa z estetyką, której sama potrzebuję? Pierwszym ruchem była wymiana starej sofy. Szukałam czegoś z mechanizmem, który wytrzyma ostre pazury i codzienne wdrapywanie się 40-kilogramowego zwierzęcia. Zdecydowałam się na model z grubym, gęsto tkanym obiciem i wzmocnioną ramą. Trudno przecenić, jak wiele zmienia odpowiednio dobrana tkanina – plusz welur czy aksamit? Zapomnij. Zdecydowanie lepiej sprawdza się gładka, odporna na zaciągnięcia mikrofibra lub techniczne tkaniny o splocie zbliżonym do drelichu.


Prawdziwym testem dla pet friendly interiors okazała się jednak sypialnia. Mój pies uwielbia spać u stóp łóżka, ale jego sierść dosłownie wbija się w białą pościel. Rozwiązanie znalazłam w łóżku z pojemnikiem na pościel, ale nie takim zwykłym. Zależało mi na czymś, co pomieści zapasowe koce i ręczniki, których używam do wycierania mokrych łap po spacerze. Dziś mam model z hydraulicznym podnoszeniem stelaża – otwieram jednym palcem, bez ryzyka przygniecenia ogona. Nakrycie łóżka to stary, ale sprawdzony patent: zamiast narzuty używam grubego pledu z domieszką wełny, który można bez obaw wrzucić do prania w 60 stopniach. Żaden psizapach się nie utrzymuje, a ja śpię spokojnie.


Kolejne wyzwanie to przestrzeń dzienna, gdzie przyjmuję gości. W weekendy często nocuje u mnie siostra z dzieckiem. Potrzebowałam dodatkowego miejsca do spania bez zajmowania powierzchni na stałe. Padło na funkcjonalną sofę z funkcją spania i porządnym stelażem. Nie chciałam jednak typowego wysuwanego wózka, który łamie się po roku. Wybrałam wersję z rozkładanym siedziskiem i dodatkowymi sprężynami kieszeniowymi – codziennie wstaję z niej bez bólu kręgosłupa. Aby sofę chronić przed psimi wyskokami, uszyłam na nią zdejmowany pokrowiec z elastycznej tkaniny w kolorze grafitowym. Łatwo go zdjąć, wyprać i założyć z powrotem w trzy minuty. Goście nawet nie zauważają, że jest to w praktyce legowisko na co dzień okupowane przez .


Problem pojawia się, gdy brakuje miejsca na przechowanie koców i poduszek gościnnych. W moim salonie nie ma ani jednej wolnej szafy. Rozwiązaniem okazało się zastosowanie modelu z pojemnikiem na pościel wbudowanym w siedzisko. To sprytne, bo wszystko, czego potrzebuję – dwa komplety pościeli, koc i zapasowa poduszka – mieści się w jednym miejscu. Gdy siostra przyjeżdża, wystarczy pociągnąć za uchwyt, wyjąć zawartość i rozłożyć sofę. Pomysł przejęłam od znajomej projektantki, która tak urządza małe kawalerki. Działa to świetnie także wtedy, gdy pies zwinie się w kłębek na siedzisku – nie ma ryzyka, że zagniecie czy podrapie przechowywane w środku tekstylia.


Gdy potrzebuję prawdziwego łóżka, a nie tylko sofy, sięgam po sprawdzony patent z rozkładanym fotelem. Kiedyś myślałam, że to tylko gadżet dla kawalerów, ale dziś wiem, że w małym mieszkaniu z psem to jedna z najlepszych inwestycji. Mój model ma mechanizm typu click-clack, który działa błyskawicznie. W ciągu sekundy z wygodnego fotela robi się płaska powierzchnia do spania 140 na 200 cm. Do tego dodałam dodatkową warstwę w postaci osobnego, twardego materaca z pianki o gęstości 35 kg/m3. Dzięki temu nawet gdy pies położy się obok, nie czuję żadnych nierówności. Mechanizm jest na tyle prosty, że mogę go obsługiwać jedną ręką, trzymając w drugiej smycz.


W całym projekcie stawiałam na materiały, które można czyścić bez żalu. Zdecydowałam się na meble tapicerowane welwetem, ale tylko w wersji z wykończeniem odpornym na wilgoć. Welur, wbrew obiegowej opinii, jest łatwiejszy w czyszczeniu niż len czy bawełna – mokra ściereczka i odrobina płynu do naczyń usuwają psie śliny i błoto w kilka sekund. Zrezygnowałam za to z cienkich poduszek dekoracyjnych. Zastąpiłam je kilkoma dużymi, wypełnionymi granulatem silikonowym, które można prać w pralce w 40 stopniach. Każda z nich waży tyle, że pies nie jest w stanie jej przeciągnąć po podłodze, co skutecznie chroni obicia narożników.


Nie ma co ukrywać, że typowe meble z marketu często nie zdają egzaminu w starciu z psem. Własnoręcznie testowałam kilka tanich sof z cienką pianką i po roku siedzisko wyglądało jak górka po lawinie. Dlatego przy zakupie nowej sofy zwróciłam uwagę na grubość styropianowego rdzenia i obecność wzmocnionego stelaża. Dziś, po dwóch latach intensywnego użytkowania, siedzisko nadal trzyma kształt, a angielski buldog sąsiadki, który odwiedza nas w weekendy, nie pozostawia po sobie śladów. Dobrze sprawdza się też opcja z regulowanym zagłówkiem – przyjemnie opierać się na nim podczas wieczornego czytania, a pies nie może go dosięgnąć zębami.


Podsumowując moje doświadczenia, mogę powiedzieć, że pet friendly interiors to nie tylko kwestia wyboru tkaniny. To także umiejętność planowania przestrzeni pod kątem codziennych rytuałów. Na przykład w korytarzu zamontowałam haczyki na smycz i woreczki na odchody tuż przy drzwiach, co ogranicza bałagan. W salonie wyznaczyłam psu jego kąt z matą antypoślizgową i miską na wodę. I choć na pierwszy rzut oka wszystko wygląda neutralnie, mieszkamy razem w harmonii. Odkąd zastosowałam te rozwiązania, przestałam walczyć z sierścią na kanapie i nie denerwuję się, gdy ktoś przypadkiem rozleje kawę. Moje mieszkanie jest czyste, schludne i przede wszystkim sprawdza się dla dwunożnych i czworonożnych lokatorów.

댓글목록

등록된 댓글이 없습니다.