Prowansja w mieście - jak urządzić wnętrze z duszą południa Francji

Penny Billings 26-07-20 04:45 2 0

Zapach lawendy i dźwięk cykad - to pierwsze skojarzenia z Prowansją, ale w polskich mieszkaniach ten styl też ma rację bytu. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam zdjęcie kuchni z surowym kamieniem i drewnianymi belkami, i pomyślałam, że u mnie to niemożliwe. Mieszkam w bloku z wielkiej płyty, gdzie sufit ma 250 cm, a każdy centymetr jest na wagę złota. Okazało się, że prowansalski urok da się przenieść nawet do kawalerki. Kluczem jest umiar i skupienie się na detalach. Zamiast udawać wiejski dom, postawiłam na naturalne materiały i stonowane kolory. Bielone drewno, len, bawełna i delikatne kwiatowe wzory. I oczywiście lawenda w glinianym doniczku na parapecie. To wystarczyło, żeby poczuć ten śródziemnomorski klimat, mimo że za oknem była deszczowa Warszawa.


Największym wyzwaniem w małym mieszkaniu w stylu prowansalskim jest znalezienie mebli, które nie przytłoczą przestrzeni. Grube, rzeźbione komody z targów staroci odpadają, bo zajmują pół pokoju. Zamiast tego wybrałam lekkie, surowe drewno - sosnę i jesion, pomalowane na biało lub mleczno-kremowo. Do tego wiklinowe kosze na pranie i pościel. I tutaj pojawił się konkretny problem - goście na noc. W salonie o powierzchni 18 metrów potrzebowałam czegoś, co będzie wygodne na co dzień, a w razie potrzeby zamieni się w sypialnię. Rozwiązanie znalazłam w funkcją spania. Wybrałam model z tapicerka welurowa w kolorze jasnej moreli - materiał przyjemny w dotyku, ale łatwy w czyszczeniu. Gdy rozkładam ją wieczorem, nikt nie zgadnie, że to mebel z mechanizmem DL. A rano wystarczy jeden ruch, żeby znów cieszyć się przestronnym salonem.


Kolejny problem to przechowywanie. W prowansalskiej estetyce nie ma miejsca na plastikowe pojemniki czy sterty rzeczy na wierzchu. Każdy przedmiot ma swoją historię i miejsce. U mnie sprawdziło się lozko z pojemnikiem na posciel w sypialni. Pod materacem kryje się gigantyczna skrzynia, gdzie mieszczą się cztery komplety pościeli, dwa koce i letnie narzuty. Do tego stelaz listwowy zapewnia odpowiednią wentylację, co jest ważne przy drewnianej ramie. Nie oszukujmy się - w bloku nie mamy piwnicy, a balkon to nie magazyn. Dlatego każdy mebel musi pracować na kilka sposobów. W salonie postawiłam na wersalka, która w ciągu dnia służy za wygodną kanapę, a nocą staje się łóżkiem dla mojej mamy. Wybrałam model z cienkimi nogami, które optycznie unoszą mebel nad podłogą, co dodaje lekkości całej aranżacji.

dj-board-faders.jpg?width=746&format=pjp

Materace to temat rzeka, szczególnie gdy chcemy zachować prowansalski charakter. Nie może być zbyt nowoczesny, ale musi być wygodny. Postawiłam na materac piankowy o grubości 16 cm, który idealnie współgra z drewnianym stelażem. Pianka jest cicha - nie ma problemu z trzeszczącymi sprężynami, gdy ktoś przewraca się w nocy. A do tego jest hipoalergiczna, co doceniam w sezonie pylenia. W małym mieszkaniu ważne jest też, żeby materac był lekki i dał się łatwo obrócić. Przy codziennym ścieleniu łóżka nie chcę walczyć z ciężkim klocem. Wybrałam model z wyjmowanym pokrowcem, który można prać w 60 stopniach. I to jest właśnie ten detal - prowansalski styl to nie tylko ładne firanki, ale też funkcjonalność na co dzień. Nie ma nic gorszego niż mebel, który wygląda pięknie, a potem okazuje się niewygodny w użytkowaniu.

puppy-looks-out-the-window-as-it-sits.jp

Kolory w prowansalskim wnętrzu to paleta słońca i ziemi. U mnie dominują écru, lawendowy, pistacjowy i seledynowy. Ściany pomalowałam na ciepłą biel z odrobiną piasku - to neutralne tło dla mebli i dodatków. Zamiast tapet postawiłam na tynk strukturalny, który daje efekt lekkiego zniszczenia, jakby ściany pamiętały upalne lata w Prowansji. Podłoga to jasny dąb ułożony w jodełkę, ale w bloku z betonowym stropem nie mogłam zrobić tradycyjnej klepki. Wybrałam panele winylowe w tym samym deseń - są ciche, ciepłe i odporne na wilgoć. Na podłodze leży lniany chodnik w pasy, który codziennie rano składam i odkładam, żeby zrobić miejsce dla rozkładanej kanapy. To takie małe rytuały, które wprowadzają spokój do codziennego chaosu.


Dekoracje to wisienka na torcie, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić. W prowansalskim stylu mniej znaczy więcej. Zamiast kilkunastu bibelotów na półce wybrałam trzy elementy: duży gliniany wazon z suszoną lawendą, ręcznie malowany talerz z motywem oliwnym i stary dzbanek po mleku, który służy za pojemnik na szczotki. Na ścianie wisi lustro w prostej, drewnianej ramie, które optycznie powiększa przedpokój. Do tego lniane zasłony, które sięgają podłogi, ale są tak lekkie, że nie przytłaczają okna. W kuchni postawiłam na otwarte półki zamiast górnych szafek - na nich stoją kamionkowe miski i szklane słoje z makaronem i kaszą. To praktyczne i ładne. Kiedy gotuję, sięgam po nie bez otwierania drzwiczek, a przy okazji mam dekorację na wyciągnięcie ręki.


Zielone akcenty to must have w każdym prowansalskim wnętrzu. U mnie królują zioła - bazylia, rozmaryn i tymianek w doniczkach na parapecie kuchennym. Nie tylko pachną, ale też są pod ręką do gotowania. W salonie postawiłam na większe rośliny - figowiec sprężysty i monstery, które lubią rozproszone światło. Ważne, żeby doniczki były gliniane, naturalne, a nie plastikowe. Mogą być omszałe, z patyną czasu. Kiedy podlewałam ostatnio rozmaryn, pomyślałam, że ten zapach natychmiast przenosi mnie na targ w Aix-en-Provence. To właśnie te drobne rzeczy budują atmosferę. Nie trzeba jechać na drugi koniec Europy, żeby mieć kawałek Prowansji w domu. Wystarczy kilka dobrych decyzji, odrobina cierpliwości i konsekwencja w wyborze materiałów. Efekt? Miejsce, które koi zmysły i zaprasza do odpoczynku, nawet gdy za oknem szarość i deszcz.

댓글목록

등록된 댓글이 없습니다.